Ulubione ogłoszenia
Opowiadania

archiwumTerroryści z Wyspiańskiego

- Fantastyczna sztuka, prawda kochanie? – szepnąłem na ucho swojej żonie, Katarzynie, kiedy właśnie Romuald schodził ze sceny, zamordowawszy uprzednio Zbigniewa i jego kochankę, po czym sięgnąłem po kolejną chusteczkę i wytarłem nos. Cholerny katar.

Była to nasza pierwsza wizyta w Teatrze Śląskim od ładnych kilku lat. Mimo, że mieszkamy w centrum Katowic i mamy go pod samym nosem, to zawsze coś (obowiązki, dzieci, zakupy, ból głowy, odwiedziny znajomych itd.) przeszkadzało nam w obejrzeniu którejś ze sztuk.

- Ciii… - szepnęła mi do ucha – Nic nie mów.

Zdziwiłem się, gdyż zabrzmiało to cokolwiek erotycznie. Moje zdziwienie urosło jeszcze bardziej, kiedy jej prawa ręka powędrowała w okolice mojego paska, a następnie zanurkowała w spodniach i mocno chwyciła za szybko twardniejący członek. Wokół było ciemno, jak to w teatrze i miałem silną nadzieję, że nikt tego nie widzi.

- Ależ Katarzyna… - powiedziałem słabo i jednocześnie z nadzieją na nieskuteczność protestu. To, co robiła, trzepiąc mi delikatnie i po kryjomu w spodniach, było najbardziej podniecającą rzeczą w naszym dotychczasowym wspólnym życiu seksualnym. Przez spodnie wyraźnie było widać ruch jej dłoni, powolny i dokładny, na całej długości mojego wacka, Bardzo obawiałem się jednak reakcji ludzi obok nas. Przemogłem strach i spojrzałem w lewo, gotowy napotkać oburzone oblicze starszego mężczyzny, który siedział obok mnie. To, co zobaczyłem przerosłoby jednak nawet moje najbardziej niesamowite oczekiwania.

Starszy pan miał czerwone policzki, lecz nie ze złości. Nawet nie patrzył na mnie. Jego oczy były zamknięte, a jego dłonie spoczywały spokojnie na kobiecej głowie, która unosiła się i opadała regularnie nad jego kroczem. Nie mogłem w to uwierzyć! Oderwałem wzrok i rozejrzałem się szybko dookoła. Przetarłem oczy ze zdumienia i rozejrzałem się jeszcze raz.

Cały Śląski się pieprzył!

Masa ciał, tu jeszcze ubranych, tam już nagich, wiła się na fotelach, podłodze, schodach… Romuald był z powrotem na scenie i razem ze Zbigniewem pieprzyli kochankę Zbigniewa. Siedziała na jednym z nich, głęboko biorąc go w tyłek, podczas, gdy drugi posuwał ją w cipkę. Bose stópki podskakiwały nad jego barkami. Krzyczała głośno i wbijała się pazurami w plecy tego przed nią. Z lewej wdrapywał się ku nim jakiś młodszy mężczyzna. Będąc już na scenie podbiegł do trójki aktorów, szybko się onanizując i kiedy tylko twarz ślicznej aktoreczki znalazła się w jego zasięgu, trysnął na nią, zalewając spermą jej oczy, nos, policzki i usta. Ona zaczęła sięgać tego łapczywie swoim języczkiem i prosić o jeszcze. Zza kulis wyczołgała się jakaś inna kobieta, chyba garderobiana. Z grymasem rozkoszy na twarzy Pełzła tak szybko, jak to możliwe, choć wielki fiut technicznego przybijał ją ciągle do ziemi. Kiedy w końcu dotarła na miejsce, wdrapała się na trójkę aktorów i zaczęła zlizywać ściekającą z twarzy aktoreczki spermę. Robiła to szybko i zachłannie, łykając i ssąc. Potem obie panie zaczęły się całować, a ślina zmieszana z nasieniem wypływała im kącikami ust.

W innym miejscu jakieś trzy eleganckie kobiety wiły się na schodach. Jedna z zadartą spódnicą, wypinała swój obfity, okrągły tyłek, napięta skóra na pośladkach błyszczała w półmroku, a inna lizała ją zawzięcie na całej długości szparki. W tym czasie trzecia, leżąc na samym spodzie, całowała się z tą nad nią, sama wkładając sobie palce w cipkę. Spodnie z i majtki leżały gdzieś obok. Po chwili, do pani liżącej podszedł jakiś tłustawy mężczyzna bez spodni, podciągnął do góry jej suknię i zaczął szybo posuwać. Przez mruk i jęk tłumu przebiło się głośne, karabinowe plaskanie. Katarzyna tymczasem przechyliła się bardziej przez podłokietnik, zeszła niżej i ściągnęła moje spodnie do kostek. Chwyciła delikatnie mojej jajka i zaczęła je ssać dokładnie, najpierw jedno, potem drugie, jednocześnie trzepiąc mi fiutka ręką coraz szybciej i silniej. Zamknąłem oczy i wydałem z siebie pomruk. Poczułem nagle, że głowa mojej żony zaczyna obijać mi się mocno o udo. Przestała lizać moje jądra i zaczęła głośno krzyczeć. Otwarłem oczy i ujrzałem, jak jakiś młody blondyn rżnie ją z furią w odbyt. Jego fiut wychodził z niej wysoko, następowała wtedy chwila jakby zawahania, po czym wracał z impetem, wchodząc w nią do końca, wyciskając za każdym razem z mojej drugiej połówki głośny okrzyk i wykrzywiając jej twarz.

- Ej! – krzyknąłem i zerwałem się, żeby go odpędzić.

Katarzyna złapała mnie jednak za wacka i ściągnęła w dół. Popatrzyłem na nią zdziwiony.

- Zostaw! Aaach! Zostaw! – krzyczała – Lubię to! Aaaa!!! Lubię to! Aaach!

Uwielbiam!

Zostawiłem więc i sam zdziwiłem się, jak bardzo widok ten mnie podniecił. Zacząłem dochodzić, a kiedy Katarzyna to zauważyła, rzuciła się szybko ze swymi ustami do mojego penisa i kiedy już wystrzeliłem, nie pozwoliła uciec ani jednej kropli. Wyssała mnie mocno, połknęła i uśmiechnęła się szeroko. Całe jej ciało uderzało do przodu, a za młodym człowiekiem stało już kilku innych w kolejce. Wszędzie trwała orgia, sperma, okrzyki, jęki, nogi, kobiece piersi i spięte męskie pośladki mieszały się ze sobą. To było niesamowite. Ludzie zmieniali się tworzyli nowe układy. Otwory mojej żony ociekały już wszystkimi możliwymi substancjami, a jej pośladki i wewnętrzna strona ud czerwona była od uderzeń. Wszyscy zdawali się być w jakimś transie. Oglądałem to szaleństwo i dochodziłem jeszcze 2 razy.
Po jakimś czasie wszystkie drzwi otwarły się nagle z hukiem i na salę wpadły dziesiątki postaci w mundurach i maskach gazowych.
Kiedy już kilka godzin później wypuszczono nas do domu i wszyscy ludzie odchodzili po cichu i z czerwonymi ze wstydu twarzami, wiedzieliśmy, że wszystko to było efektem ataku terrorystycznego. Hiszpańska mucha, wymieszana z ecstasy, mąką poznańską i dużą ilością roztartego korzenia żeń-szenia. Razem doprowadzone do stanu gazowego i wpuszczone w wentylację Teatru sprawiło, że ludzie potracili głowy. Za atak odpowiadała podobno jakaś radykalna organizacja katolicka, w proteście przeciw niemoralnej sztuce.

Dlaczego mnie nie odbiło? Lekarz powiedział, że to przez katar.
Wracaliśmy zatem do domu w milczeniu, kiedy spojrzałem na Katarzynę. Szła powoli, trzymała się za tyłek i patrzyła na mnie. Na jej twarzy nie było widać zmieszania, tylko jakiś błysk tlił się w oku.

- Wiesz co? – zapytała.

- Musimy to kiedyś powtórzyć. – powiedziała, i oboje wiedzieliśmy, że ma rację.

wstecz